środa, 6 marca 2013

Półuśmiech

Uśmiech? Lekkie wygięcie ust ku górze i ich rozszerzenie będące zwykle wyrazem radości, szczęścia. Według angielskiego przysłowia, każdy człowiek uśmiecha się w tym samym języku, mimo to nie wszystkie uśmiechy są takie same. Jednak każdemu najbardziej do twarzy właśnie z tym nieśmiałym wygięciem ust.


Ponura pogoda, leniwe krople deszczu, spóźniające się tramwaje – jak w takiej rzeczywistości namówić kogoś do uśmiechu? Nie podróżowałam dużo po Polsce, ale zawsze wydawało mi się, że ludzie są tutaj tacy... zgorzkniali. Nikt się do nikogo nie uśmiechnie, nie wyciągnie ręki, zza kapturów widać tylko zasępione twarze wlepione w chodnik. Wydaje mi się, że jak idę szarą ulicą Mickiewicza to sama staję się przesiąknięta nienawiścią. Zawsze jak wyjeżdżam towarzyszy mi szalone uczucie, że poza naszą granicą wszystko jest zadowolone, nawet zwykły kosz na śmieci, któremu ktoś dorysował oczy. 


Gdzie te wszystkie kobiety, mężczyźni, przyjaciele, zakochani? Uśmiechy mniej lub bardziej szczere, obnażające wnętrze czy też te próbuję ukryć tożsamość, uśmiechy z dystansem, uśmiechy pokazujące nienagannie białe zęby, uśmiechy mniej lub bardziej subtelne czy nawet uśmiechy nieśmiałe? To po prostu dialekty uśmiechu, którego różnorodność jest ekscytująca. Jak wracam znów wydaje mi się, że wszystkie "dzień dobry" na ulicach, w sklepach, szkołach są przeżarte jadem. Bo jak dzień może być dobry, skoro trzeba zapłacić rachunki?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz