Od La Rambli, najdłuższego deptaku w Barcelonie odchodzą w bok wąskie uliczki, w których wielokrotnie się zgubiłam, chociaż właśnie wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jestem zdana na siebie i jak cholernie mi to odpowiada. Żadnego pośpiechu, żadnych rozpraszających polskich głosów. Tylko ja, aparat i to miasto. Najdziwniejszym wspomnieniem jest na pewno dźwięk tłuczonego szkła, który codziennie o piątej rano budził nie tylko mnie. A co z hałaśliwymi, wypolerowanymi czy zardzewiałymi skuterami w różnych kolorach? Na pewno są płucami tego miasta i ich buczące silniki na długo zostaną w mojej pamięci. To trochę jak ze zwisającym praniem, które w tych uliczkach często zasłania niebo, a zapach proszku łączy się w powietrzu ze spalinami.
Jak mawiał Zafon? "to miasto ma czarodziejską moc, zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz