piątek, 31 maja 2013

Na paryskim bruku

Tam na śniadania zjada się śliskie żaby, dzieci w szkołach pijają wino zamiast herbaty, rozwody sięgają co najwyżej 1%, bo przecież to miasto zakochanych, a każdy obywatel jest gburem niewymawiającym słowo " Anglia". A jednak można zobaczyć też drugą stronę, o której nikt nie chce mówić. Paryż pozostanie dla mnie pustynią samotności, prowincjonalnym miastem wolnych ludzi. Jean Ranoir powiedział, że w obłędnym chaosie paryskiego ruchu ulicznego spotka się dwa rodzaje przechodniów: śpieszących się i tych nieżywych. Pełno tam niespełnionych artystów, ludzi, którzy nie potrafią znaleźć sobie miejsca w natłoku myśli. 

Marzenia już dawno wygasły, pozostały tylko zniszczone dłonie, otworzone butelki, sen na chodnikach, popękane rany, strupy, obite twarze, ulice pełne czarnych twarzy, neony nocy, niepewność, poplamione płótna, złamane pędzle, przebite piłki - pozostała ciągła walka o przetrwanie. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz