niedziela, 28 kwietnia 2013

Mokre majtki i grożenie śmiercią

Zdenerwowanie, strach, irytacja, łzy, a przede wszystkim fascynacja.  Universal Studio to miejsce, do którego każdy miłośnik kina powinien dotrzeć przed śmiercią. 150 dolców za bilet z możliwością wchodzenia bez kolejek to nie jest mało, ale każdy śmieciowy papierek wart jest tej małej przygody. Wyobraźcie sobie jak można się czuć, gdy pewnym krokiem wchodzisz na spektakl Waterworld'u, a przy pierwszej scenie czujesz, że nawet Twoje majtki są przesiąknięte zimną cieczą, bo jakiś przebieraniec bez żadnych skrupułów wylewa na Ciebie kubeł z wodą? A później w dodatku zostajesz potraktowany gorącym ogniem, bo akurat pełnowymiarowa awionetka wylądowała na scenie i doszczętnie spłonęła.

Wsiadasz do wagonika, zapinasz się pasem, wszystko trwa trzy minuty, po drodze jesteś podszczypywany przez obleśne dłonie szukające portfeli, widzisz parę kościotrupów i do widzenia. Nie, to nie ta bajka, to scena z chorzowskiego "wesołego" miasteczka. Tutaj było trochę inaczej, piętnaście minut krzyków dochodzących z ust każdego kto tam wszedł, piętnaście minut kompletnych ciemności i trzymania za rękę obcą matkę/ Nigdy bym nie pomyślała, że te aktorzyny w zakrwawionych maskach będą zdolne do próby odcięcia Ci głowy składającym się tasakiem,  chwytania za gardło czy podstawiania nogi.

Mały, zielony, w dodatku kurdupel miał zepsuć święta w
Ktosiowie, ale każdy dzieciaczek oglądający tę bajkę bał 
się, że on też może już nigdy nie dostać prezentu. To jest 
właśnie miejsce, w którym przez godzinę bajki zabijano 
szczęście. 

Praca? Nagminne chowanie zwłok do samochodu i 
podchodzenie z nożem do każdej przejeżdżającej 
wycieczki. U nas by to nie przeszło. Ale to scena odgrywana
 co piętnaście minut w tym parku. Dom, auto z lat 80, 
związana i zakneblowana kobieta niesiona przez rzekomego
 morderce. Dzięki inscenizacjom można się przenieść w
 filmowy świat.

W Universal Studio kręcono również Wojnę Światów, film,
 od którego zaczęła się moja przygoda z science fiction. 
Nie, to nie jest Hollywood ani dom Toma Cruisa.
 To miasteczko  stworzono na potrzeby kręcenia Gotowych 
na wszystko. Właściwie chyba każdy z nas  bardzo dobrze 
pamięta z filmów te idealne trawniki,  grzeczny psy 
i brak płotów. Zaufanie to sąsiadów? Nie, to po
 prostu możliwość posiadania fajnej strzelby. 
Dzieciństwo spędziłam jedząc scooby chrupki i śpiąc w
 scooby piżamach pod scooby pościelą marząc o 
przejechaniu całej 66 Route Tajemniczą Maszyną i dogiem 
niemieckim w środku. Jeśli powiecie, 
że marzenia się nie spełniają to na pewno w to nie uwierzę.
Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że rekin ze Szczęk był 
prawdziwy, to się mylicie. Ta ogromna, niebieska 
powierzchnia to imitacja oceanu, to na tym tle nakręcono 
część filmu. W Końcu Hugh Laurie nie bez powodu mówił, że wszyscy kłamią.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz